Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie – pisał Fryderyk Nietzsche (a.k.a. mędrzec Alaundo) w swojej relacji z koncertu Five The Hierophant.
Ten wciągający w mrok koncept narodził się w 2014 roku podczas londyńskich jam session Krzysztofa Włodarczyka (Witchmaster) oraz Chrisa Hancoxa. Muzycy eksplorowali wówczas jazz, usiłując utaplać go w ciekłym metalu. Swój eksperyment szybko przenieśli do studia. Od przełomowego debiutu „Over Phlegethon” (2017), przez świetnie przyjęty krążek „Through Aureate Void” (2021), aż po najnowszy „Apeiron” (2024), konsekwentnie budują wokół siebie społeczność słuchaczy, którzy rozpoznają więcej kolorów czerni niż matryca OLED.
Hierofant w tradycji starożytnej Grecji to kapłan, który wyjaśniał wiernym święte tajemnice świata. I faktycznie, Piątkę nazywa się psychodelicznymi szamanami, choć każda próba zaszufladkowania muzyki Londyńczyków z góry skazana jest na porażkę. Teoretycznie ich korzenie tkwią w metalu, ale w praktyce kapłani tkają dla swoich akolitów sieć gęstych, niemal kinowych dźwięków, w których z przyjemnością będziecie chcieli się udusić. To gatunkowa awangarda, dekadencka muzyka pogranicza, w której ponury dark jazz zderza się z postrockową przestrzenią i wciągającym, dronowym transem.